C’est la vie Sawa!

Belgrad zweryfikował ostatecznie naszą determinację do ganiania za mostami! Są tam cztery mosty, z których jeden, spełniający kryterium ‚naj’ na świecie, przejechaliśmy z 8 razy (sic!), aby ujęcie było właściwe, Ignac się nacieszył, no i żeby mama wanty policzyła.

Most wantowy Ada jest najdłuższym na świecie wantowym mostem z jednym pylonem. Strzela w górę na wysokość 200m i dopiero po kilku przejazdach doliczyłam się 20 naciągów po każdej ze stron. Robi wrażenie, choć wydaje się dużo mniejszy z odległości.

Dojechaliśmy do Belgradu popołudniu. Zanim zjedliśmy, przebiliśmy przez miasto już był wieczór, więc po noclegu na kempingu wróciliśmy jeszcze, aby niedzielnym porankiem na luzie przejechać wszystkie mosty, kawka i lody przy nowo-budowanym bulwarze Promenada z fajnym placem zabaw i labiryntem szklanym. Widać, że inwestuje się i stolica aspiruje, aby doganiać Europę.

Poza mostem Ada Belgrad funduje fajny widok na zielony Stari Most oraz kolejowy wantowy most Železnicky.

Belgrad jak wszystkie miasta nie budził w nas entuzjazmu. Do tego jeździ się po nim słabo, przejścia z pasami są chyba tylko dla ozdoby, ale Tata Ignacowy jak autochton po chwili się tam odnajdywał. Daleko Belgradowi jeszcze do Istambułu lub Tibilisi pod względem adrenaliny u kierowcy. Ja byłam zestresowana na fotelu pasażera.

Pożegnaliśmy Belgrad i ruszyliśmy w stronę Nowego Sadu. Tam jeszcze nasz pilot wycieczki uwzględnił w roadbook’u łukowy most podwieszany a tuż przy nim kolejowo-drogowy most kratownicowy. Te dwa mosty są już nad Dunajem. Fajne wrażenie robią choć po łukowym nie dało się jeszcze przejechać, bo nowy i prace przy budowie drogi wciąż trwają.

Serbia nie budzi we mnie dobrych emocji. Kolejny raz próbuję ją odczarować. Może to historia wojenna, niezbyt przyjaźnie nastawieni ludzie (w moim subiektywnym i pierwszym wrażeniu), no i ten brud, śmieci, zrzut ścieków prosto do wody. Są biedniejsze kraje, miasta, gdzie tego po prostu nie ma, jak choćby Bośnia. Więc to kwestia mentalności raczej. Ale próbę odczarowania podejmiemy jeszcze. To nie ostatnia nasza wizyta w Serbii, tylko kolejnym razem od gór zaczniemy, bo one zawsze nas pozytywnie nastrają.

No i już coraz bliżej domu. Kierunek Budapeszt, gdzie czekają na nas kolejne ważne mosty. Powoli, nieśpiesznie, unikając autostrad toczy się nasza wyprawa mostowa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s