Podróżowanie z autystą

…łatwe nie jest. Czarować nie będę, bo chociaż wiemy, co może u Ignaca być katalizatorem ‚zjazdu’ (autistic tantrum), to realia nadal zaskakują – histerie, krzyki z błahego powodu mogą pojawić się nagle i trwać i trwać, dłużej niż to dawniej bywało. Człowiek zmienia się w czasie. Nasz syn też. Z perspektywy 7 lat wypraw z Ignacym ta jest najfajniejsza (doszliśmy do wniosku, że powoli przebija Gruzję), ale też pełna wyzwań pod względem współpracy Ignaca. Cały ostatni rok zresztą tak nam się układa. Spóźnione bunty, większy zasób słownictwa, do tego rok szkolny zaowocował także nieciekawymi zwrotami, no i zazdrość o siostrę. Niby zwykłe etapy także w rozwoju dzieci w normie. Ale dorzucić u nas trzeba jeszcze niechęć do nauki oraz samodzielności i mamy mieszankę wybuchową. Iskra wystarczy, kiedy lont nerwowy krótki. A potem jakby słońce wychodziło, kiedy słyszymy niemoderowane ‚kocham was i dziękuję za taką wyprawę’ …i człowiekowi głupio.

Za chwile miną 4 tygodnie naszej wyprawy. I dużo i mało. Sobota była trudniejszym dniem, przelot nudnymi drogami z korkami i absurdalnymi ograniczeniami prędkości z Bośni do Belgradu. Wszyscy łącznie z Majką mieli swoje ‚buntownicze 5 minut’. Ale na wyprawie takiej, jak nasza to nie powinno dziwić.

Ignac potrafi długie przeloty wytrzymać bez jęczenia. Szacun! Rysuje sobie, obserwuje. Żadnych ipad’ów, filmów, elektroniki. Podobnie sytuacje, kiedy po nocy szukamy noclegu – tłumaczymy i nawet dojrzale się zachowuje. Z drugiej strony nie mówi tego co czuje wprost, np. jestem głodny, więc kiedy zachowanie ‚zbacza’ z akceptowalnego kursu chwilę trzeba się zastanowić czy to głód, deszcz, wiatr? Jeśli tylko samemu ma się jeszcze odrobinę cierpliwości… Ale największym wyzwaniem dla obydwu stron jest niechęć do treningu większej samodzielności. Lenistwo pudrowane zwrotem pomóż mi proszę. Poddajemy się i znowu walczymy, motywujemy i tak w kółko. A tu nie o himalaje chodzi tylko np. zapięcie guzika. Motoryka mała to u nas najsłabsza strona rozwoju Ignaca. I taka przeplatanka.

Staram sobie przypominać jak długą drogę przeszliśmy, żeby Ignacy był tu gdzie jest. Mamy kryzys, pokonamy go i znowu będzie lepiej. Nasz syn jest wspaniałym globtroterem, potrafi okazać wdzięczność za drobiazgi, zaskoczyć mądrym komentarzem i kocha bezwarunkowo. Rozwija się w swoim tempie, nieharmonijnie, ale cały czas mamy światełko w tunelu.

To nam brakuje cierpliwości, kreatywności i trzeba to przepracować. Nieraz mam ochotę spytać innych rodziców genetycznyh i autustycznych dzieciaczków skąd czerpią siły? Jak przetrwać kryzysy? Jak osiągnąć pełnie akceptacji? Oświećcie mnie proszę.

Dzielimy się z Wami głównie dobrymi chwilami, szerokimi uśmiechami, sukcesami Ignaca. Ale to oczywiste, że trudne momenty, ba! chwile zwątpienia dopadają i co wtedy? Czasem sama siebie słuchać nie mogę jak upominam, proszę po 10 razy, strofuję i tłumaczę – tego nie rób, tak nie wolno, to niebepieczne… Pora wrócić do podstaw terapii niedyrektywnej i Son Rise, zaczynając od pełnej akceptacji, bo ‚pod linijkę’ to raczej autusty nie ustawię.

3 myśli na temat “Podróżowanie z autystą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s